Pamiętacie te rodzinne imprezy u cioci? Gdzieś między sernikiem a trzecią dokładką sałatki jarzynowej wujek wyciągał z torby kamerę wielkości małego promu kosmicznego… Na jej boku widniał dumny napis „Super VHS Pro 8000”. Wujek wpadał w amok filmowania. Jego jedynym celem stawało się zarejestrowanie każdego nerwowego przełknięcia i każdej próby ucieczki z kadru. A my? Automatycznie sztywnieliśmy, uśmiech przyklejał nam się do twarzy jak tania tapeta, a każda wypowiedź brzmiała jak odczytywanie regulaminu biblioteki.

No właśnie. A teraz przenieśmy tę scenę do Twojej firmy. Chcesz nagrać świetny film rekrutacyjny, pokazać ludzką twarz organizacji. Masz fantastycznych ludzi – ekspertów, pasjonatów, chodzące anegdoty. Ustawiasz kamerę, zapalasz światła i… dzieje się magia. Odwrotna. Twój błyskotliwy programista nagle zaczyna mówić tonem syntezatora mowy, a charyzmatyczna szefowa marketingu wygląda, jakby właśnie dostała wezwanie do urzędu skarbowego.
Znajome? Spokojnie, to normalne. Zaraz wspólnie poradzimy sobie z tym problemem.
Dlaczego sztywność przed kamerą to norma (i Twój największy atut)?
Pierwsza i najważniejsza prawda jest taka: Twoi pracownicy nie są aktorami. I chwała im za to! Kandydat, który szuka pracy, nie chce oglądać kolejnego odcinka „Na Wspólnej” z korporacyjnym biurem w tle. On chce zobaczyć prawdziwych ludzi, z którymi potencjalnie spędzi 1/3 swojego życia. Chce poczuć atmosferę, a nie podziwiać wyuczone na blachę kwestie.
Strach przed kamerą bierze się z prostego faktu: jesteśmy oceniani. Nasz mózg włącza tryb „walka lub ucieczka”, bo postrzega obiektyw jako tysiąc par oczu. Efekt? Sztuczność, spięcie, gonitwa myśli. Ale wiesz co? To właśnie w tej niedoskonałości kryje się największa siła. Autentyczność to dziś waluta cenniejsza niż złoto. Ludzie są zmęczeni wygładzonym, korporacyjnym wizerunkiem. Pokaż im prawdę, a zaufają Ci o wiele bardziej. Cała sztuka polega na tym, by tę prawdę z nich wydobyć.

Ciekawostka
Psychologia ma na to zjawisko świetne określenie: efekt czystej ekspozycji (mere-exposure effect). Mówi on, że im częściej widzimy czyjąś (autentyczną!) twarz, tym bardziej tę osobę lubimy i jej ufamy. Pokazując prawdziwe twarze swojego zespołu, budujesz podświadomą sympatię u kandydatów, zanim jeszcze wyślą CV. To marketingowa supermoc.
Krok po kroku: Jak zamienić zestresowanego specjalistę w gwiazdę firmowego YouTube’a?
Dobra, teoria za nami. Powiecie pewnie: „Fajnie gadasz, ale co mam zrobić, jak moja księgowa na widok kamery chowa się pod biurko?”. Już tłumaczę. Proces oswajania pracownika z kamerą przypomina trochę oswajanie dzikiego, ale sympatycznego zwierzątka. Potrzeba cierpliwości, empatii i kilku sprytnych sztuczek.

Krok 1: Anatomia strachu, czyli „Co oni sobie o mnie pomyślą?”
Największym wrogiem naturalności jest wewnętrzny krytyk. Zanim jeszcze pracownik cokolwiek powie, w jego głowie kłębią się myśli: „A co, jak się pomylę? Wyjdę na głupka? Mam dziwny głos? A ta koszula to chyba jednak zły pomysł…”.
Twoim zadaniem – i zadaniem ekipy filmowej – jest tego krytyka uciszyć. Jak?
- Normalizuj stres: Zacznij rozmowę od: „Wiesz, 99% ludzi czuje się przed kamerą nieswojo. To totalnie normalne. Nie oczekujemy, że będziesz Tomem Cruise’em”. Zdjęcie presji działa cuda.
- Wyjaśnij cel: Upewnij się, że pracownik rozumie, PO CO to robicie. Nie chodzi o to, by go oceniać, ale by pokazać jego pasję i wiedzę, która może zainspirować innych. To zmienia perspektywę z „jestem na egzaminie” na „dzielę się czymś fajnym”.

Krok 2: Przygotowanie to nie kucie na blachę
Najgorsze, co możesz zrobić, to dać pracownikowi gotowy scenariusz do wykucia na pamięć. Efekt będzie taki sam jak na szkolnej akademii – sztuczny i bolesny do oglądania. Zamiast tego:
- Ustalcie kluczowe punkty: Porozmawiajcie o 2-3 głównych przesłaniach, które chcecie przekazać. Zapiszcie je w formie luźnych haseł, a nie gotowych zdań.
- Niech mówi swoimi słowami: Pozwól mu opowiedzieć o projekcie, zespole czy technologii tak, jakby tłumaczył to koledze przy kawie. To jego naturalny język jest na wagę złota. Chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak napisać dobry scenariusz do filmu , który będzie ramą, a nie klatką?

Pro Tip
Stosuj zasadę jednego zdania na jedną myśl. Kiedy ludzie się stresują, mają tendencję do budowania wielokrotnie złożonych, barokowych konstrukcji zdaniowych. Poproś ich, by skupili się na jednym, prostym komunikacie naraz. To ułatwi życie im, montażyście i przyszłemu widzowi.
Krok 3: Magia rozmowy, czyli reżyser-terapeuta na planie
Profesjonalna ekipa filmowa wie, że jej praca w 50% polega na obsłudze sprzętu, a w 50% na psychologii. Dobry reżyser czy operator potrafi stworzyć atmosferę, w której człowiek zapomina, że jest nagrywany.
- Rozmowa, nie przesłuchanie: Zamiast kazać pracownikowi „mówić do kamery”, prowadzący nagranie powinien usiąść obok niej i po prostu z nim rozmawiać. Zadawać pytania, aktywnie słuchać, potakiwać, śmiać się. Naturalna reakcja na rozmówcę jest tysiąc razy lepsza niż wygłaszanie monologu do szklanego oka obiektywu.
- Rozgrzewka: Nie zaczynajcie od razu od kluczowych pytań. Pogadajcie przez 5-10 minut o weekendzie, o nowym serialu na Netflixie, o psie czy kocie. To pozwala przełamać pierwsze lody i przyzwyczaić się do setupu.

Ćwiczenie dla Ciebie
Zanim zaprosisz ekipę filmową, zrób listę swoich pracowników, którzy mają wystąpić. Obok każdego imienia dopisz jedną rzecz niezwiązaną z pracą, która ich pasjonuje (bieganie, gry planszowe, hodowla kaktusów). Przekaż tę listę reżyserowi. To kopalnia złota do rozpoczęcia naturalnej, swobodnej rozmowy na planie.
Krok 4: „Mogę jeszcze raz?” – potęga dubli i montażu
Ostatnim asem w rękawie jest magia postprodukcji. Uświadom pracownikowi, że absolutnie nic nie musi wyjść idealnie za pierwszym razem.
- Błędy są super: Przejęzyczenie, chwila zawahania, wybuch śmiechu – to wszystko ludzkie i często najcenniejsze fragmenty nagrania. Dają autentyczności.
- Montażysta to Twój przyjaciel: Zapewnij go, że na końcu z kilkunastu minut rozmowy montażysta wybierze te 30-60 sekund, gdzie wypadł najlepiej. Wszystkie potknięcia wylądują w cyfrowym koszu. To poczucie bezpieczeństwa jest bezcenne.

Podsumowując: Przestańcie szukać aktorów, zacznijcie szukać ludzi
Koniec końców, celem filmu rekrutacyjnego nie jest zdobycie Oscara za najlepszą reżyserię. Celem jest nawiązanie relacji z kandydatem. Pokazanie mu, że za logo i ofertą pracy stoją prawdziwi, fajni ludzie, którzy czasem się stresują, czasem przejęzyczą, ale są w tym wszystkim absolutnie autentyczni. Kandydaci bardziej ufają treściom z udziałem pracowników niż wyreżyserowanym produkcjom.
Więc następnym razem, gdy pomyślisz, że „Twoi ludzie się nie nadają”, odetchnij głęboko. Nadają się doskonale. Właśnie dlatego, że nie są idealni. Waszym zadaniem jest tylko stworzyć im warunki, by mogli pokazać tę swoją wspaniałą nieidealność. To właśnie ona jest magnesem na talenty, które pasują do Waszej kultury, a nie tylko do opisu stanowiska. I jest to kluczowy element skutecznej strategii wideo w employer brandingu.
Wideo employer branding
Pomagamy na kazdym etapie produkcji wideo.
Wypełnij formularz, aby otrzymać niezobowiązującą ofertę oraz umówić się na bezpłatną konsultację kreatywną.
Adres Flipside Studio:
ul. Januszowicka 5, 53-135 Wrocław
(Budynek TriQube)
Tel.: +48 509 846 451
E-mail: kontakt@flipside.pl
