Znacie to uczucie, kiedy przeglądacie profile na portalach randkowych? Na zdjęciu: grecki bóg, kaloryfer na brzuchu, w tle jacht i zachód słońca. Opis: „Uwielbiam podróże i literaturę francuską”. Umawiacie się na kawę, a tam… przychodzi gość w wyciągniętym swetrze, który ostatnią podróż odbył autobusem 106 na Dworzec Główny, a o literaturze wie tyle, że istnieje. Rozczarowanie? To mało powiedziane. Poczucie straconego czasu? Gwarantowane.
Z filmami wizerunkowymi HR jest dokładnie tak samo. Kandydaci to wytrawni randkowicze. Mają wyczulony radar na ściemę. Jeśli Wasze wideo obiecuje im „dynamiczny zespół w prestiżowym biurowcu”, a na rozmowie kwalifikacyjnej zobaczą smutnych ludzi w open space bez klimatyzacji – to nie tylko nie przyjmą oferty. Oni opowiedzą o tym wszystkim znajomym.
Przez ponad 15 lat pracy we Flipside widzieliśmy już wszystko. Od genialnych produkcji, po takie, przy których chcieliśmy schować się pod stół. Dlatego dziś, bez owijania w bawełnę, prześwietlimy najczęstsze błędy w filmach employer brandingowych. Sprawdźcie, czy nie popełniacie grzechów, które palą Wasz budżet.
1. Syndrom „stockowego uśmiechu”, czyli plastikowa rzeczywistość
To jest plaga. Oglądamy film firmy z branży IT. Widzimy pięknych ludzi w garniturach, którzy podają sobie dłonie, patrzą w ekrany z fascynacją godną odkrycia penicyliny i uśmiechają się tak szeroko, że bolą ich szczęki. Wszystko w zwolnionym tempie.

Problem? To nie są Wasi pracownicy. To modele ze stocka. Widz (Wasz przyszły pracownik) myśli: „Co oni chcą ukryć, skoro muszą kupować uśmiechy w banku zdjęć?”.
Jak to naprawić? Postawcie na autentyczność. Prawdziwy pracownik, nawet lekko zestresowany, ale mówiący prawdę o swojej pracy, jest wart więcej niż tuzin modeli. We Flipside specjalizujemy się w tym, by stworzyć luźną atmosferę na planie. Potrafimy „otworzyć” przed kamerą nawet najbardziej introwertycznego programistę. Prawda się obroni. Plastik – nigdy.
2. „Gadające Głowy” i monolog Prezesa
Scenariusz wygląda tak: Prezes siada w wielkim fotelu. Kamera statyczna. I zaczyna się: „Nasza firma, będąca liderem w sektorze rozwiązań innowacyjnych, stawia na synergię i holistyczne podejście…”. Po 30 sekundach widz jest już na TikToku oglądając koty.
Błąd polega na tym, że robicie film dla Zarządu, a nie dla kandydata. Kandydat nie chce słuchać korpo-bełkotu. On chce zobaczyć, gdzie będzie parzył kawę, z kim będzie siedział przy biurku i czy szef ma poczucie humoru.

Ciekawostka
Badania pokazują, że średni czas skupienia uwagi w internecie (tzw. attention span) spadł poniżej 8 sekund. To mniej niż ma złota rybka. Jeśli nie złapiecie uwagi widza w pierwszej scenie, straciliście go bezpowrotnie. Prezesa pokażcie w akcji, a nie za biurkiem!
3. Wszystko dla wszystkich (czyli dla nikogo)
Częsty błąd strategiczny: „Chcemy w jednym filmie zachęcić stażystów, senior managerów, klientów i jeszcze pokazać, że jesteśmy eko”. Efekt? Powstaje film korporacyjny, który trwa 5 minut i jest o wszystkim.
Jeśli szukacie studentów – zróbcie dynamiczne wideo na Instagrama. Jeśli szukacie inżynierów – pokażcie park maszynowy i detale technologiczne. Próba upchnięcia wszystkiego w jednym worku kończy się tak, jak mieszanie bigosu z truskawkami. Niby jedno i drugie dobre, ale razem niesmaczne.
4. Jakość obrazu z Hollywood, dźwięk z piwnicy
Możecie mieć kamerę 8K i drona, który lata w kosmos. Ale jeśli dźwięk będzie trzeszczał, będzie za cicho, albo głos lektora będzie brzmiał jak nagrany kalkulatorem – Wasz profesjonalizm legnie w gruzach. Dźwięk to podświadomy sygnał jakości. Słaby dźwięk = „firma oszczędza na podstawach”. A tego komunikatu nie chcecie wysłać.

Pro Tip
Czasami lepszym rozwiązaniem niż słabe nagranie głosu na hali produkcyjnej (gdzie jest hałas), jest nagranie pięknych ujęć przebitkowych i podłożenie profesjonalnego lektora lub animacji z napisami, która wyjaśni, co dzieje się na ekranie. To bezpieczniejsze i często bardziej czytelne.
5. Brak Call to Action (Sztuka dla sztuki)
Film się kończy. Pojawia się logo. Cisza. Czerń. Widz myśli: „No fajnie. I co teraz?”. To jeden z najdroższych błędów w filmach employer brandingowych. Zapominacie powiedzieć widzowi, co ma zrobić.
- Ma wejść na stronę kariery?
- Ma wysłać CV na konkretnego maila?
- Ma zaobserwować Was na LinkedIn?
Film bez wezwania do działania (Call to Action) jest jak handlowiec, który po świetnej prezentacji produktu wychodzi z sali bez podpisania umowy.

Jak uniknąć katastrofy?
Unikanie tych błędów nie wymaga budżetu Netflixa. Wymaga strategii. Zanim włączycie kamerę, musicie wiedzieć, do kogo mówicie, co chcecie powiedzieć i – co najważniejsze – jak chcecie, żeby ten ktoś się poczuł.
We Flipside nie jesteśmy tylko od wciskania przycisku „REC”. Działamy jak Wasz partner strategiczny. Pomagamy napisać scenariusz, który nie usypia, dobieramy format do grupy docelowej i dbamy o to, by Wasz film był inwestycją, która zwraca się w postaci świetnych kandydatów, a nie tylko „kosztem marketingowym” w tabelce Excela.

Ćwiczenie dla Ciebie
Obejrzyj swój ostatni film rekrutacyjny (lub film konkurencji) i zrób "Test 10 Sekund". Włącz go osobie, która nie zna Twojej firmy. Po 10 sekundach zatrzymaj i zapytaj:
- Jaka to branża?
- Jaka emocja Ci towarzyszy? (Nuda? Ciekawość? Śmiech?) Jeśli odpowiedź brzmi "nie wiem" lub "nuda" – czas na kawę z nami
Pamiętajcie: Pustka może być radością (jak mówi klasyk), ale pustka w skrzynce z aplikacjami od kandydatów radością na pewno nie jest. Zróbmy więc film, który tę skrzynkę zapełni!
Gotowy na film, który działa?
Opowiedz nam o swoich potrzebach, a my przygotujemy dla Ciebie filmy, które te potrzeby zaspokoją.
Wypełnij formularz, aby otrzymać niezobowiązującą ofertę oraz umówić się na bezpłatną konsultację kreatywną.
Adres Flipside Studio:
ul. Januszowicka 5, 53-135 Wrocław
(Budynek TriQube)
Tel.: +48 509 846 451
E-mail: kontakt@flipside.pl
